Meksyk vs Brazylia – cała prawda o bezpieczeństwie w podróży

Gdzie w Meksyku trwa wojna karteli? Jak zachować się na Faweli w Rio? Ile warte są rankingi bezpieczeństwa? Jak przestać bać się podróży do Ameryki Łacińskiej? Przez lata nasłuchałem się strasznych historii o tych regionach świata. Dziś wiem, co jest prawdą, a co tylko medialną sensacją. W tym artykule rozwiewam mity, dzielę się faktami i pokazuję, jak podróżować bezpiecznie po Ameryce Łacińskiej.

Gdzie w Meksyku trwa wojna karteli? Jak zachować się na Faweli w Rio? Ile warte są rankingi bezpieczeństwa? Jak przestać bać się podróży do Ameryki Łacińskiej? Przez lata nasłuchałem się strasznych historii o tych regionach świata. Dziś wiem, co jest prawdą, a co tylko medialną sensacją. W tym artykule rozwiewam mity, dzielę się faktami i pokazuję, jak podróżować bezpiecznie po Ameryce Łacińskiej.

Podróżuj świadomie

Kluczem do świadomego podróżowania jest chęć bliższego poznania obcego otoczenia. Taka mała próba zrozumienia i zaakceptowania lokalnego stylu życia takim, jakie jest. To bardzo ułatwia aklimatyzację oraz poprawia nasze bezpieczeństwo. Przydaje się w każdym miejscu na świecie. Czasem wystarczą dwa słowa wypowiedziane w lokalnym języku, by natrętny handlarz odpuścił i pożegnał nas z uśmiechem. Są takie miejsca, które wymagają odrobinę więcej świadomości i zaangażowania niż inne. Takimi krajami są Brazylia i Meksyk, które udało nam się odwiedzić w ostatnim czasie. Przy okazji zebraliśmy sporo ciekawych informacji, które mogą okazać się bardzo przydatne.

Każdy zapewne słyszał, że Meksyk i Brazylia są niebezpieczne. Oba te kraje przodują w światowych rankingach przestępczości. Mimo to Meksyk co roku odwiedza, według różnych szacunków, ponad 40 milionów turystów. Natomiast Brazylię zaledwie 6! Więc jak to jest z tym bezpieczeństwem? Skąd wynikają te liczby i tak duża rozbieżność między wakacjami w Meksyku a Brazylii? Z nieświadomości turystów odwiedzających Meksyk? Czy może ze strachu przed przyjazdem do Brazylii? Dlaczego lotnisko w Cancun, miasta które jest na 13. miejscu na świecie pod względem liczby zabójstw na 100tyś mieszkańców (dane z 2023 r.), odwiedza więcej turystów niż całą Brazylię? Czy naprawdę trzeba bać się takiej podróży? Sprawdźmy…

Meksyk

Nie ma niebezpiecznych miejsc, niebezpieczni są ludzie.

Meksyk jest pięknym krajem podzielonym na 31 bardzo zróżnicowanych stanów. Jest też domem najsłynniejszych organizacji przestępczych na świecie. Meksykańskie kartele rocznie zarabiają dziesiątki miliardów dolarów. Łączna liczba aktywnych członków szacowna jest na 170-180 tyś. Czyni ich to piątym co do wielkości pracodawcą w 130 milionowym państwie. O tym jak dużymi możliwościami dysponują, niech świadczy fakt, że jeden z karteli posiadał w latach świetności łącznie 599 samolotów i helikopterów, czyli więcej niż największy meksykański przewoźnik lotniczy – Aeromexico.

Największe organizacje posiadają elitarne zbrojne oddziały, których nie powstydziłaby się niejedna armia. Budują pancerne samochody i produkują amerykańską broń automatyczną we własnych fabrykach. Za ogromne pieniądze, jakimi dysponują, mogą kupić prawie każdego. Kartele korumpują więc policjantów, urzędników i polityków. Meksykański, uczciwy policjant zarabia mało, a ryzykuje wiele. Bardzo wielu z nich jest więc nie tyle skorumpowanych, co dosłownie na usługach karteli i z tego powodu nie cieszą się oni zbyt dużym zaufaniem społeczeństwa.

Mówi się, że kartel widzi wszystko i wszędzie ma informatorów. Zaczynając od władz na wysokim szczeblu, na zwykłych mieszkańcach kończąc. Nawet starsza pani, sprzedająca owoce, potrafi nagle wyciągnąć telefon, żeby poinformować kogo trzeba o niecodziennej sytuacji. Może właśnie z tego powodu Meksykanie niechętnie używają słowa „kartel”, bo nigdy nie wiadomo, kto akurat słucha…

Większość społeczeństwa meksyku jest zmęczona wojną narkotykową trwająca już od wielu lat, ale są takie regiony, w których kartele cieszą się dużym poparciem. Wśród ludzi nie otrzymujących do państwa zupełnie nic, łatwo jest zyskać sympatię, a narcos potrafią zadbać o wizerunek! Porozdają paczki z jedzeniem i zabawkami dla dzieci, zainwestują w lokalną infrastrukturę, drogę, szkołę lub szpital. U biednych ludzi, którzy otwarcie mówią, że rząd nigdy nie zrobił dla nich nic dobrego, często kupuje się tym lojalność na lata.

Nie tak dawno meksykańskie media obiegła relacja ze stanu Ciapas, a konkretnie z San Gregorio Chamic, gdzie miejscowa ludność wita kolumnę aut jednego z karteli, wiwatując niczym Francuzi na widok Aliantów w Normandii.

Ciapas to jeden z najbiedniejszych stanów w Meksyku. Poziom życia mieszkańców często jest na poziomie najbiedniejszych krajów Afrykańskich. Nic więc dziwnego, że młodzi ludzie wybierają pracę dla kartelu, gdy nawet w bogatych stanach potrafi on płacić więcej niż jakakolwiek firma.

W Meksyku mieszka 6 milionów młodych ludzi w przedziale wiekowym pomiędzy 18 a 29 lat, którzy nie uczą się ani nie pracują. Łatwiej jest pracować dla kartelu niż sprzedawać tacos, a z pewnością jest to bardziej „prestiżowe” zajęcie.

Meksyk od lat jest przesiąknięty „kulturą narcos”. Mają swojego patrona – Jesus Malverde oraz patronkę – Santa Muerte (świętą śmierć). Powstał nawet osobny gatunek muzyczny – narrco corridos, w którym bosowie i organizacje są bohaterami ballad. Oczywiście, za pozwoleniem i wcześniejszą akceptacją zainteresowanych. Nikogo nie dziwi, że nawet w radio często leci jakiś wpadający w ucho utwór jak np. „El rescate”. Co prawda ten konkretnie nie jest pisany na chwałę żadnej organizacji, lecz opowiada o zwyczajnej strzelaninie z policją, co w tutejszych realiach wcale nie musi być fantazją autora.

W stanie Michoacan miejscowa ludność w odpowiedzi na ciągłą przemoc i bierność władz stworzyła własne struktury obronne – tzw. autodefensas. Uzbrojone oddziały patrolują okolice i pilnują bezpieczeństwa mieszkańców. Ustawiają blokady, przez które nie przepuszczają nawet policji i wojska, którym zwyczajnie nie ufają. W miasteczku Texcaltitlán, zaledwie 100 kilometrów od stolicy, miał miejsce chyba pierwszy przypadek w historii Meksyku, gdzie miejscowa ludność sama spontanicznie przeciwstawiła się kartelowi. Grupa uzbrojonych narcos, która przyjechała po haracz została zaatakowana przez mieszkańców, w wyniku czego straciła 11 członków. Warto dodać, że nie było to wspomniane wcześniej autodefensas, tylko zwykli farmerzy uzbrojeni w maczety i strzelby.

Meksyk to ogromny kraj, są więc miejsca całkowicie bezpiecznie, jak i takie bardziej przypominające strefę wojenną. Wygląda to mniej więcej tak, że jeśli dany teren jest pod całkowitą kontrolą jednej organizacji, to panuje tam względny spokój. Zapewne w myśl zasady, że wojna szkodzi interesom. Jak więc w tym wszystkim odnajduje się zwykły Meksykanin? Tutaj z pomocą czasem przychodzą telewizyjne kanały informacyjne. Przypomina to trochę prognozę pogody. Elegancko ubrany prezenter przy mapie, zamiast omawiać warunki atmosferyczne, prezentuje aktualne miejsca konfliktów i wymienia, kto kontroluje jakie stany.

W centrum dużych miast raczej nie paradują opancerzone samochody narcos. Najbardziej cierpią zwykli biedni ludzie z małych miejscowości i regionów zapomnianych przez władzę.

Jak w tym wszystkim ma się odnaleźć gringo turysta?


Dobrym przykładem będzie Tichuana. Miasto leżące dosłownie przy granicy z USA. W rankingu „Mas violento del mundo” 2023 zajmuje 1. miejsce wśród miast z największą liczbą popełnianych morderstw na 100tyś. mieszkańców na świecie! Mimo to, co weekend odwiedzają ją tysiące Amerykanów. Króluje tu tzw. turystyka imprezowa. Nawet młodzież licealna często przekracza granicę, żeby łatwiej sięgnąć po alkohol, który w USA jest dostępny dopiero od 21 lat. Kolejny z powodów to chęć zakupu najróżniejszych leków lub sterydów anabolicznych. Są o wiele tańsze niż w stanach i dostępne bez recepty. Następna grupa to klienci niezliczonej liczby dostępnych usług medycznych, od dentystów po zabiegi kosmetyczne i poprawiające urodę. Gdyby ci ludzie nie czuli się choć w pewnym stopniu bezpieczni, nie ryzykowaliby przekraczania granicy. Wysoki wskaźnik zabójstw to efekt wojny pomiędzy gangami o bardzo lukratywne terytorium, w której (w zdecydowanej większości) giną ich członkowie. Nikt nie poluje na turystów. Owszem, trzeba od gringo wyciągnąć jak najwięcej dolarów, ale nie robiąc mu krzywdy. Nie zabija się kury znoszącej złote jajka.

Przenieśmy się teraz na Riviera Maya, do stanu Quinntana Roo na Półwysep Yucatan. Turystyczne serce Meksyku. Cancun, Tulum i Playa del Carmen odwiedzają co roku miliony turystów i wydają miliony dolarów. Ceny są tu dużo wyższe w porównaniu z innymi stanami. Cytując regionalnego naczelnika Policji: „Nawet za gram kokainy trzeba zapłacić tu cztery razy więcej niż na północy Meksyku.” Jest to więc kolejny łakomy kąsek i każdy chce sobie uszczknąć kawałek z takiego tortu, a raczej wolałby cały tort zachować tylko dla siebie.

Tutaj również nikt nie poluje na turystów z bronią w ręku. Podobno jest to nawet zakazane. Pomimo wojny pomiędzy kartelami, która trwa tutaj w najlepsze. Najczęściej rozgrywa się ona w lokalnych osiedlach czyli barrios. To dlatego widać tyle uzbrojonych patroli, gwardii narodowej i wojska na ulicach. Turysta ma się czuć bezpieczny. I zasadniczo jest. Gdyby okazało się jednak, że znaleźliśmy się w nieodpowiednim miejscu i czasie, to warto być świadomym realiów meksykańskich i nie czekać na rozwój sytuacji, tylko oddalić się stamtąd jak najszybciej.

W sieci można zobaczyć słynne nagranie z wycieczki dwóch młodych, amerykańskich amatorów przyrody, którzy podczas obserwacji ptaków zapuścili się w nieznany teren. W pewnym momencie zajeżdża im drogę pickup a wysiadający panowie celują do nich z broni pytając: „Zgubiliscie sie czy jak?!” Sytuacja wygląda bardzo poważnie, jednak po chwili miejscowi orientują się, że to tylko dwóch przestraszonych młodych gringos, którzy naprawdę się zgubili. Uspokajają ich i puszczają wolno. Gdyby zaczęli uciekać, zapewne źle by się to dla nich skończyło. Trzeba zatem uważać, gdzie się wjeżdża, wchodzi, czy wlatuje dronem. Jeśli chcecie podróżować wynajętym autem, lepiej ograniczyć korzystanie z bocznych dróg.

Kolejne miejsce na mapie Meksyku to znany kurort – Puerto Vallarta w stanie Jalisco. Jest uważany za jedno z najbezpieczniejszych miejsc w Meksyku, choć reszta stanu, już nie do końca. Tam zwyczajnie nie ma widocznego „konfliktu interesów”. Jest dużo turystów, głównie z USA i Meksyku, ale mimo to nie widać wszędzie patroli z długą bronią, jak to bywa w Cancun. Jest za to dużo taniej i nie odnosi się wrażenia, że miejscowi widzą w tobie tylko dolary. Piszę to z całą sympatią dla Meksykanów.

Wybierając się do Meksyku trzeba zachować szczególną ostrożność. Oprócz wspomnianej mapy „pana od pogody” z pomocą przychodzi również travel advisories na stronie departamentu stanu USA:
https://travel.state.gov/content/travel/en/traveladvisories/traveladvisories.html/

Stosuje on 4-stopniową skalę ocen bezpieczeństwa. W Meksyku każdy stan jest oceniany oddzielnie. Tutaj znów posłużę się przykładem stanu Jalisco, który oznaczony jest stopniem 3 (reconosider travel – rozważ podróż.) Z wyjątkiem Puerto Vallarta i Guadalajary. Najwyższy 4. stopień (do not travel – nie jedź) zarezerwowany jest dla krajów niestabilnych i ogarniętych konfliktem zbrojnym. Serwis posiada również szczegółowe informacje na temat niebezpiecznych miejsc oraz dróg które należy omijać.

Aktualizacja: W najnowszym rankingu najniebezpieczniejszych miast świata, Cancun zajmuje 38. miejsce. Co ciekawe, zostało wpisane jako Benito Juarez, czyli nazwa gminy do której należy miasto. Sytuacja zatem nieco się poprawiła, ale w stanie Quintana Roo nadal jest gorąco.

Jest również nadzieja na poprawę sytuacji w całym Meksyku za sprawą coraz większych nacisków ze strony USA na władze Meksykańskie.
Na uwagę zasługuję również ostatnia wymiana zdań pomiędzy prezydentem Salwadoru – Nayibem Bukele, a panią prezydent Meksyku – Claudią Sheinbaum. Bukele jest znany z tego, że w zdecydowany sposób uporał się z gangami terroryzującymi Salwador, a kraj zanotował ogromny spadek przestępczości. Buekele zarzucił niekompetencję władzom meksykańskim, te w odpowiedzi zwróciły uwagę na to, że nie można porównywać malutkiego Salwadoru do ogromnego Meksyku. Na co Bukele stwierdził, że problem w Meksyku bywa często regionalny, na poziomie stanu…

Brazylia – Rio de Janeiro

Do Rio proszę Państwa!

Pewnego jesiennego wieczoru oglądałem w polskiej telewizji mecz derbowy pomiędzy drużynami z Rio: Flamengo i Fluminense. Podczas przerwy w grze, jeden z komentatorów, przemówił do widzów tymi słowami : „Proszę Państwa u nas powoli zaczyna się zima, a w Brazyli idzie na upał (…) Chłopaki z fawel będą latać po plażach, więc jak państwo wyruszą w podróż, to proszę uważać i nie obnosić się ze złotymi ozdobami czy drogimi telefonami (…) Zawsze do Brazylii warto jechać. Przepiękny kraj, ludzie, przemili, przesympatyczni, cudowne owoce, wspaniałe jedzenie. Paszteciki z sokiem z trzciny od ulicznego sprzedawcy – żaden obiad nie może się równać z takim zwykłym ulicznym jedzeniem. Do Rio proszę Państwa!”

Tutaj w zasadzie powinienem postawić kropkę, dopisać ewentualnie, że w pełni zgadzam się z przedmówcą i zakończyć temat.

Często słyszałem: „Jedziecie do Brazylii? Tam jest niebezpiecznie?” W przypadku Meksyku nie ma wielu takich pytań. Nikogo nie dziwi, że ktoś jedzie do Cancun z małymi dziećmi. Czy jest więc bardziej niebezpiecznie niż w Meksyku? W Rio – nie! Tak jak w Meksyku wszystko zależy od stanu, tak w Rio od dzielnicy. Wydaje się, że jest to w miarę uniwersalna zasada, niezależnie od państwa i miasta. Najsłynniejsze chyba, oprócz figury Jezusa oraz plaż Copacabany i Ipanemy, są oczywiście fawele. Według różnych szacunków mieszka w nich około 20-25% mieszkańców Rio. Czyli ponad 2 miliony ludzi. Ale do nich jeszcze wrócimy.

Rankingi i poczucie bezpieczeństwa.

Próżno szukać Rio w rankingu „top 50”, którym posługiwałem się wcześniej (tym z liczbą zabójstw na 100tys. mieszkańców), choć nie brakuje w nim innych brazylijskich miast. Za to znajdziemy Rio w innych rankingach, takich jak na przykład – Numbeo Crime Index (indeks przestępczości), w którym znajduje się na wysokim 7. miejscu z wynikiem 77,4 pkt.(2024 r.) oraz 14. miejscu (2025 r.) i oznaczeniem – high (wysoki). Być może zapytacie, gdzie w tym samym rankingu jest Cancun? Jest na 84. miejscu z wynikiem 55,4 pkt. oraz oznaczeniem – średni. Żeby było ciekawiej Cancun wyprzedzają takie miasta jak: Ateny, Malmo, Paryż, Liege, Grenoble, Katania, Neapol, Montpellier i Birmingham. Najwyżej w rankingu z Europy są Coventry oraz Marsylia, które w pokonanym polu pozostawiły wiele innych miast o dużo bardziej złej sławie. O co więc tutaj chodzi? Otóż ranking Numbeo, jak bardzo wiele mu podobnych, opiera się o dane pochodzące bezpośrednio od mieszkańców oraz gości odwiedzających poszczególne miasta. To jednak nie wszystko, ponieważ oprócz danych zawiera on również opinie ludzi, czyli ich obawy oraz szeroko pojęte poczucie bezpieczeństwa. Ujmę to inaczej. W rankingu Numbeo, Cancun jest na równi z Manchesterem… W Meksyku po ulicach jeździ wojsko z karabinami, w Anglii policjanci nie noszą broni. Brytyjska emerytka nie czuje się bezpiecznie, ponieważ boi się że może zostać napadnięta w ciemnej ulicy. Meksykański sprzedawca tacos czuje się bezpieczny, bo co prawda czasem strzelają, ale w sumie to przecież nie do niego. Cóż, taki mamy klimat – jak mawia klasyk 😉

No dobrze, tylko jak to jest z tym Rio? Miejscowi mówią czasem: „Rio nao e para amadories” (Rio nie jest dla amatorów). Na pytanie czy jest bezpiecznie, zadawane mieszkańcom, większość twierdzi że raczej nie. Ale na kolejne – dlaczego? Odpowiadają, że znają kogoś lub sami zostali kiedyś okradzeni. Mówią to wszystko z pełnym luzem i uśmiechem na ustach. Bo właśnie taka atmosfera panuje w Rio. Bardziej niż poczucie zagrożenia wyczuwalne są rytmy samby, a plaży nie pilnuje wojsko w kominiarkach, tylko policjanci w szortach. Ostatnio furorę w brazylijskich mediach społecznościowych robią chłopaki z fawel, pokazujący na wesoło ABC bezpieczeństwa dla turystów (głównie brazylijskich), udających się do Rio. I tak np. w jednym filmie występuje dwóch plażowiczów z Porto Alegre, z których jeden stracił smartfona, na rzecz przebiegającego dzieciaka, natomiast drugi był czujny i w porę… zakopał swojego w piasku.

Być może pomyślicie sobie: przecież oglądałem „Miasto Boga” albo „Tropa do Ellite” (polski tytuł – Elitarni), a w wiadomościach widziałem, że po Rio też biegają żołnierze z karabinami. Zgadza się, biegają ale najczęściej dzieje się to w niebezpiecznych dzielnicach z dala od części turystycznej.

Rio de Janerio to ogromne miasto, które zamieszkuje ponad 12 milionów ludzi. Najwięcej emocji budzą oczywiście wspomniane fawele. W Rio jest ich około 1400 i szacuje się, że mieszka w nich około 2,5 miliona ludzi – mniej więcej tyle co w całej aglomeracji Warszawskiej. To te osiedla, a czasem całe dzielnice, kontrolowane są zwykle przez trzy główne gangi oraz czwarty – milicję (nie mylić z policją), nazywane przez miejscowych frakcjami (org. faccoes). Najniebezpieczniejsze znajdują się daleko od centrum i raczej ciężko się na nich znaleźć przez przypadek. To tam ustawiane są blokady na ulicach, a najgroźniejsze osobniki rzadko opuszczają te miejsca w obawie przed policją lub wrogim gangiem. Rio podzielone jest na 4 strefy – zony: najmniejszą centralną (Centro) oraz południową (Zona Sul), północną (Zona Norte) i zachodnią (Zona Oeste). Zona Sul to najbogatsza i najbardziej popularna część miasta. To tutaj znajdziemy słynne plaże Copacabana, Ipanema oraz większość turystycznych atrakcji Rio. Bezpieczeństwo w tej części miasta nie odbiega bardzo od europejskich stolic. Ludzie spacerują, biegają, jeżdżą na rowerach. Wieczorami na oświetlonej Copacabanie odbywają się treningi najrozmaitszych sekcji sportowych. Toczy się normalne… a raczej fascynujące życie mieszkańca tropikalnej metropolii. Zdarzają się kradzieże – na ulicy lub na plaży. Wystarczy nie kusić losu i drogą biżuterię czy zegarek zostawić w domu oraz ograniczyć ostentacyjne korzystanie z telefonu.

Życie na faveli

Fawele lub, jak często mówią miejscowi, Comunidade (wspólnoty), to dzielnice gdzie mieszka najbiedniejsza część społeczeństwa. Znajdziemy je w całej Brazylii, ale to tu wyglądają najbardziej spektakularne. Bywają też całkowicie wymieszane z innymi osiedlami i można spotkać je w każdej części miasta, często w sąsiedztwie drogich apartamentowców.

Nie jest prawdą, że na favelach mieszkają sami bandyci. Na faveli mieszkają w większości normalni, zwykli, biedni ludzie zapomniani przez polityków. Choć na zbudowanie tam domu nie trzeba oficjalnego pozwolenia, to potrzebna jest zgoda grupy, która kontroluje dzielnicę. Policja nie ma tu wstępu, więc zasady ustala frakcja. a przestępstwa popełnione na swoim terenie są surowo karane.

Nois por nois (My dla nas).
Favela to jedna, wielka, zżyta społeczność, stąd nazwa – comuniadade. Wszyscy się znają, każdy się z każdym wita, zagaduje. To prawie tak, jak u nas… ale w latach 90. Jeśli ktoś zarabia poza favelą, stara się wydawać zarobione pieniądze na osiedlu, żeby wspierać lokalny biznes. Dzięki temu cała społeczność się rozwija. Ten system nazywa się Nois por nois – my dla nas.

Trabalar o trafficar (pracować albo dilować).
Najczęstszą przyczyną śmierci brazylijskich nastolatków jest broń palna. Młode chłopaki, pozostawione bez opieki, łatwo schodzą na zła drogę. Kariera w przestępczej organizacji wydaje się jedyną szansą na wyjście z biedy. Nie zawsze wynika to z patologii. Rodzice, często samotni, pracują za grosze całymi dniami daleko od domu. Dzieci pilnują sąsiedzi albo wychowuje ulica. Życie na faveli często bywa dla nich bardzo krótkie, a kolejny nastolatek zajmuje miejsce w gangu po starszym bracie. Bez butów, ale z karabinem…

Milicje w Rio.
Początki milicji w Rio sięgają lat 70 XX w. Zbrojne oddziały powstały, by pilnować porządku, świadczyć usługi ochroniarskie i razem z oddziałami policji walczyć z gangami. Coraz częściej zdarzało się jednak, że po przejęciu kontroli nad dzielnicą, sami schodzili na przestępczą drogę, gdy na własne oczy przekonywali się, że jest to dość lukratywne zajęcie. Dzisiaj milicje, czyli zwykłe gangi, kontrolują teren zamieszkiwany przez około milion mieszkańców Rio i są to głównie przedmieścia w Zona Oeste.

Na faveli wszyscy znają wszystkich. Łatwo rozpoznać obcego, a jeśli jesteś obcy, to albo z policji, albo z wrogiego gangu. Dlatego jeśli zdecydujecie się na wycieczkę po faveli. to najlepiej zrobić to towarzystwie lokalsa i nie nagrywać nic bez pozwolenia. Te, znajdujące się najbliżej strefy południowej, jak Vidigal czy Rocinha, uważane są za względnie bezpieczne. Ta pierwsza ma nawet klika hosteli oraz bar z widokiem na szczycie góry, do którego kursują mototaxi. Z kolei Rocinha uważana jest za największą favelę w Brazylii, a liczbę jej mieszkańców szacuje się na ponad 200tyś. Obie favele znajdują się w sąsiedztwie dzielnicy Leblon, przy plaży Ipanema, gdzie metr kwadratowy mieszkania jest najdroższy w całym kraju.

Obie społeczności intensywnie się rozwijają. Na główniej ulicy Rocinhii nie ma barykad przed policją, kwitnie za to legalny biznes. Spotkacie tam sieciówki sklepów oraz filie banków, jeździ też słynny autobus Lini 358. Zdecydowana większość mieszkańców pracuje i próbuje żyć normalnie. Nie zmienia to faktu, że każda fawela jest kontrolowana przez jakąś grupę i na każdej można spotkać kogoś z bronią. Warto o tym pamiętać. To że dzisiaj panuje spokój, nie oznacza, że jutro nie rozpocznie się tam jakaś akcja policji, a ta, delikatnie mówiąc, nie przebiera w środkach. Przypominają o tym najlepiej dziury po kulach na elewacjach budynków.

Odradzamy wycieczki do faveli poza Zona Sul (strefą południową), a szczególnie do Complexo do Alemao, Jacarezinho czy filmowego Ciudad de Deus. Gdybyście zdecydowali się na wynajem auta lub skutera to warto uważać przy korzystaniu z nawigacji, która może was poprowadzić przez niebezpieczną favelę. Gdy przypadkiem znajdziecie się w takiej sytuacji, pamiętacie, żeby na faveli jak najszybciej zdjąć kask motocyklowy, a w przypadku auta, opuścić przyciemniane szyby. Nieznajomy samochód lub podejrzany motocyklista zawsze będzie na celowniku, dosłownie i w przenośni. Dzięki temu lokalsi będą widzieć, że nie jesteście z wrogiego gangu i nie stanowicie dla nich zagrożenia.

Podsumowanie

Zarówno Meksyk jak i Brazylia to ogromne kraje pełne ludzi. Przytłaczająca większość z nich to ludzie wspaniali, uśmiechnięci, weseli i skłonni do pomocy. W wyniku korupcji, biedy, wykluczenia i lat zaniedbań na wszystkich szczeblach władzy, powstały organizacje, które na stałe wtopiły się w lokalny krajobraz i raczej na długo pozostaną jego częścią. Nie zanosi się na poprawę ani na szybkie załatwienie tematu, jak choćby w przypadku Salwadoru. Wystarczy jednak, że będziemy pamiętać o prostych zasadach bezpieczeństwa i nie pakować się w kłopoty. Dołożymy do tego odrobinę wspomnianej wcześniej świadomości, czyli klika podstawowych informacji odnośnie specyfiki miejsca, w którym się znajdujemy, a taka podróż przestaje przerażać. Zaczyna odwdzięczać się wszystkim tym, co te piękne kraje mają do zaoferowania. Wspaniałych ludzi, pyszne jedzenie, bogatą kulturę, oryginalną muzykę oraz niepowtarzalny klimat, którego nie znajdziecie nigdzie indziej na świecie! Zatem w drogę!

A jeśli potrzebujesz wsparcia osób, które wiedzą, jak zadbać o bezpieczeństwo w podróży i pomogą Ci w organizacji wymarzonych wakacji – zapraszamy do skorzystania z naszych usług planowania podróży – link do oferty tutaj 🙂

Karol Derecki